57

Gospodarka nadmiaru

Przez wiele lat w naszym kraju poziom rozwoju gospodarczego był bardzo daleki od potencjalnego i pożądanego przez władze. Wprowadzenie w Polsce demokracji na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych sprawiło, że w naszym kraju w końcu mogła rozwinąć się gospodarka rynkowa. Pojawili się w końcu prywatni przedsiębiorcy którzy byli w stanie rozpocząć wytarzanie dóbr oraz sprzedaż produktów importowanych. O kredyt bankowy było niesamowicie trudno więc wszystko trzeba było wykonywać własnymi siłami i przy małych nakładach finansowych. Można jednak było zarobić na prawie wszystkim, co sprowadziło się do naszego kraju. Od tamtego momentu gospodarka Polski zdecydowanie się rozwinęła. Produkt krajowy brutto jest nieporównywalnie większy niż dwadzieścia lat temu a sytuacja ekonomiczna polaków zdecydowanie się poprawiła. Przedsiębiorcy również mają łatwiejszy dostęp do bankowości i o kredyt już nie jest tak trudno jak kiedyś. Rośnie import oraz eksport. Mimo kryzysu panującego w mediach i w Europie Zachodniej w naszym kraju w dalszym ciągu mamy wzrost produktu krajowego brutto. Gospodarka ciągle się więc rozwija. Jednocześnie na sklepowych półkach pojawiło się o wiele więcej towarów. Jesteśmy już w pełni rozwiniętym rynkiem kapitałowym i handlowym. Dzięki temu przeszliśmy płynnie z gospodarki niedoborów do gospodarki nadmiarów. W aktualnej sytuacji Polacy nie dbają o zabezpieczenie się na jakikolwiek wypadek. Prawdopodobieństwo niedoborów towarów jest zminimalizowane do zera mimo że nikt nie nie nadzoruje produkcji dóbr w kontekście całego kraju. Możemy kupić wszystko czego potrzebujemy i to jednocześnie w wielu wariantach. Nie dbamy więc o sprzęt, który jeśli się zepsuje to zostanie wyrzucony i kupiony nowy. Kiedyś zepsutą maszynę się po prostu naprawiało. Żywność również nie jest produkowana już samodzielnie, nawet w ograniczonym zakresie. O ile kiedyś owoce czy warzywa bardzo często pochodziły z przydomowego ogródka lub podmiejskiej działki to dziś wszystko pochodzi ze sklepu. Mało kto uprawia ogródek i samodzielnie wytwarza swoje jedzenie. Nie musimy się o to martwić – wszystko mamy na wyciągnięcie ręki w wielu sklepach osiedlowych i hipermarketach dostępnych niemal w każdej dzielnicy. W ciągu nieco ponad dwudziestu lat nasza gospodarka zmieniła się zdecydowanie. W dalszym ciągu pojawiają się informacje chociażby o tym, że brakuje w sklepach cukru bo ludzie go wykupili – chociaż przeciętne zużycie na głowę nie wynosi pewnie więcej niż kilogram miesięcznie i wzrost ceny nawet o 100% nie uzasadnia kupowania kilkudziesięciu kilogramów na zapas. Przyzwyczajenia osób starszych są ciągle żywe, ale jednocześnie młode pokolenie, wychowane już w demokracji skupia się na pełnym zaufaniu wobec gospodarki rynkowej. Wszystkiego mamy więc za dużo – w każdym sklepie, na każdym rogu możemy kupić wszystko, czego nam potrzeba. Z każdej strony atakują nas reklamy. Popyt na dobra jest więc sztucznie kreowany przez media i producentów by skłonić nas do większej konsumpcji produktów których producenci wytwarzają za dużo w stosunku do popytu. W pewnym momencie może nastąpić w Polsce odwrót, przynajmniej częściowy, do tradycyjnego modelu chociażby związanego z przydomową uprawą warzyw i owoców. Tylko po to, by uniknąć konieczności konfrontacji z masą towarów w każdym sklepie.